Toyota nie ustaje w promowaniu w USA swojego nowego modelu Camry. Nic dziwnego – nikt nie chciałby stracić pozycji lidera sprzedaży segmentu Mid-size’ów. Po udanej kampanii wprowadzającej model, podczas której Camry sprzedawano z dodatkiem piorunów, przyszedł czas na inne bonusy.
Ktoś ma ochotę na Camry z dzieckiem, które jest jednocześnie maszyną przenoszącą w czasie? Yeah, yeah, Toyota moving forward…
Miejsce na sofę z atrakcyjnych dziewczyn tez się znalazło...
Przyznam szczerze, że mi się podoba ta nowa reklama. Jak na nudnego midsize’a, spot jest zabawny, abstrakcyjny i pokręcony. Well done, Toyota.
A skoro już byliśmy przy upodobaniach białych i niemieckich filmach offowych...
Photoshooting Mercedesa C 63 AMG i Ducati:
Warto obejrzeć, ale absolutnie nie słuchać! - ścieżka dźwiękowa, z wyłączeniem fragmentów ryku silnika, fatalna! Można się zmęczyć po 5 sekundach. Ach te niemieckie odgłosy...
Jakieś 20 lat temu samochody z Korei kojarzyły się równie dobrze, co radziecki młynek do kawy - były tanie, kanciaste, a na tabliczce znamionowej widniało lojalne ostrzeżenie producenta: "uwaga przy pierwszym uruchomieniu z urządzenia może wydobywać się dym..." Tyle, ze w przypadku radzieckich gadżetów nie kończyło się na pierwszym uruchomieniu... dym wydobywał się zawsze. Miało to wszelako swój urok, bo kawa stawała się naprawę "palona".
Koreańczycy niestety, jak to Azjaci, w przeciwieństwie do uroczych Słowian wiecznie miłujących pokój, postanowili zakwestionować teorię Darwina i przeskoczyć kilka etapów cywilizacyjnych. Opanowali sztukę mielenia kawy, posługiwania się ogniem i z iście buddyjską wnikliwością w zaciszu półwyspu Oceanu Spokojnego obserwowali zachowania białych...
I takim oto sposobem, w dniu XLV Super Bowl mogli się pochwalić czymś znacznie fajniejszym niż młynek do kawy:
Swoją drogą śmiesznie Ci biali wyglądają w oczach Azjatów - żonaci, niespełnieni erotomani słuchający metalowej muzyki i żywiący się hamburgerami drwale i kowboje. Hmmm, trochę stereotypowo, ale core target sedana dla przeciętnego Kowalskiego z terenów Apaczów pokryty w 100%. Nie da się ukryć marketingowa akupunktura z iście azjatycką precyzją. Cisną się na usta zachwyty niczym z dobrych offowych niemieckich produkcji dla RTL nocą... ja, ja, Optimal!
No i wysyp advertów z okazji Super Bowl nastąpił...
Jak się można bylo spodziewać, najwiekszą kasę na reklamy w trakcie amerykańskiego święta jajowatej piłki wyłożyli producenci zabawek i używek dla facetów - brandy samochodowe i browary. Ponieważ kryzys motoryzacyjny w USA raczej się skończył i GM nie będzie jednak produkował proszku do prania, reklamy marek samochodowych zdominowały Super Bowl. Według wyliczeń agencji ratingowej Nielsen, wydatki na kampanie reklamowe koncernów samochodowych podwoiły się w stosunku do poprzedniego roku, a średnia cena 30 sekundowego spotu w trakcie SB wynosiła lekko ponad 3 miliony dolarów... Drogo? ...no nie tanio, ale biorąc pod uwagę, ze dzięki spotowi "Wild Ride" Chevy dotarł do 119.000.000 widzów...
Hmmm, jak to mówi slogan Chevrlotea "Chevy runs deep"...
W tym roku Chevrolet zamiast fantazyjnej nauczycielki postanowił zabawić się w apokalipsę i motywy kosmiczne. Co ciekawe w reklamie Silverado mamy rozbity statek kosmiczny, a tymczasem w reklamie Chevroleta Volt żywych kosmitów. Hmmm, "looks like they made it too":)