Na początek odrobinę inspiracji...:)
To co się dzieje w technice i motoryzacji, to juz nawet nie jest rewolucja, to początek buntu maszyn. W czasie kiedy włączasz wodę na herbatę i oddajesz sie prozaicznym dwóm minutom niebytu, starając się ignorować istnienie cukierniczki (taa, cukier krzepi...) , gdzieś ktoś zwiększa prędkość Twojego kolejnego laptopa o kilkaset Hertzów, dodaje do Androida aplikację "pranie: kolor", a google permanentnie rozszerza Twoją świadomość o kolejne tera, digitalizując jednocześnie całe Twoje jestestwo.
W branży zabawek kołowych turbiny wirują z równie zawrotną prędkością. Merc widzi przy pomocy radarów nawet komary nocą we mgle; nowe A6 ma router Wi-Fi i automatycznie twittuje na facebooku, a Bayerische Motoren Werke pokazało i8 i ...dokonało tym samym teleportacji do czasoprzestrzeni Piątego Elementu. Przypuszczalnie, bawarscy inżynierowie walą tam teraz Sake z Samurajami Kwitnącej Wiśni, którzy są tam już od dawna dzięki LFA, GTR i Clarity. Swoją drogą jakoś mnie nie dziwi, ze największe premiery moto pokazuje się albo w Tokio albo we Frankfurcie, a nie Chicago, czy Detroit...
a właśnie, apropos Detroit czyli zagłębia amerykańskiej motoryzacji, vel: "Motown"...
Kojarzycie tę kampanię Chryslera z Eminemem "Imported from Detroit"? Pomijając zajebistość przesłaniową i stojący za nią "sneaky PR", to kampania niestety wywołuje u mnie ambiwalentne uczucia i dziwne refleksje. Z jednej strony mamy bowiem w głowie ciągle potęgę Stanów Zjednoczonych i mit światowego Szeryfa oraz Demokracji, a z drugiej strony, konie szeryfa juz nie takie rącze i by je sprzedać nawet lokalnym farmerom trzeba się odwoływać do pobudek patriotycznych.
I tu mamy cały ambaras - jakim cudem, największa (przynajmniej oficjalnie) gospodarka świata nie potrafi wytworzyć produktu motoryzacyjnego na poziomie konkurencyjnym do... w zasadzie całej reszty świata (w miarę) cywilizowanego? Zaraz, no przecież ich chyba stać - byli na Księżycu, w Wietnamie i Iraku, maja Appla i Massachusetts Institute of Technology, a nadal produkują Dodge Hemi 5.7 o mocy 300 hp? Jak to?! Ktoś zaspał? Nie opłaca się? Barack, come on!
Cóż, automatycznie, jako wytłumaczenie nasuwa sie specyfika konsumenta i pauperyzacja kultury wyższej, skutkująca prostotą nawyków kolonizatorskich i macdonaldyzmem - czyli wielki muł, z wygodnym siodłem i hop siup do Salooonu. Big Fat mama kupuje coke&chips i upycha je do van, a nie do prestiżowego audi, bo raz że ją na audi nie stać, a dwa, co ważniejsze - w audi je sie penne, a nie double whooper. No, ale przecież w USA trochę kadry managerskiej też jest (Jackowo?;)
Tak czy siak, amerykańska motoryzacja po latach prosperity zaczyna się outować coraz bardziej. Wprawdzie zaserwowali remake starych dobrych American Muscle, ale szybko się okazało, ze to jedynie odgrzewane steki z nutką melancholii i sentymentu. Fakt, Camaro wygląda zawadiacko, Charger ma ryk i pojemność, ale jak przychodzi co do czego, to i tak kilkuletnie Audi, sprowadzane z kraju "Bitte ein Bit", nie ma na katowickiej większego problemu z amerykańskim „soldier”. O wykonaniu i ekonomii nawet nie wspominając...
Czyżby "le Bic Mac" zaMULił Motown?
Ok, bądźmy obiektywni - coś tam jednak próbują. Jest Chevy Volt (z idiotyczną wręcz kampanią reklamową), jest Tesla i jest tez Corvette ZR1, która swoją prostotą koncepcyjną jest niebezpiecznie szybka - ale to nie jest hi-tech - to po prostu prawy sierpowy zadany przez 140 kilogramowego wrestlera. Taki cios może powalić krowę, ale niestety na torze mimo mniejszej mocy GTR jest szybszy.
Wśród limuzyn, jakąkolwiek rywalizację z cywilizacją nawiązuje Cadillac CTS i Ford, który wprowadzając w zeszłym roku silnik Eco-boost 3.5 V6 dojechał do światowych standardów. I juz oszczędźmy sobie złośliwości, ze Japończycy skonstruowali to samo 6 lat temu... Ford Explorer z Eco-boostem jest niezły i kropka.
Mentalny dysonans jednak istnieje - Ford fordem, a zamiłowanie Amerykanów do rozjuszonych bawołów nadal jest silne. Nadal liczy się przede wszystkim show. W kabinie możesz mieć tandetny, ciosany do kantu plastik, ale bawół musi wierzgać rogami i wzniecać kopytami kurz. Twój SUV spalił mniej? Nieważne, spójrz na moje "towing capacity", na mój burnout! ...a na paliwo weźmie się kredyt:) Świat światem, cybertechnika cybertechniką, ale amerykańska bryka nie musi być jak niemiecka - OPTIMAL - musi być WRAAAHH! Musi huczeć i być COMFY & BLING-BLING. No więc niby maja gadżety, niby mają moc, ale z wyrafinowaniem i doskonałością to ma tyle wspólnego co "royal de lux" z czymkolwiek co jest royal:) To tak jak z polskim weselem - zaczyna się od waltza, a kończy i tak na gigant kacu. Cóż, "Yo-faktor" jest po prostu ważniejszy. Ta cowboyska żywiołowość, spontaniczność i swojska skłonność do rubaszności ma głęboko gdzieś jakąkolwiek technikę, skuteczność i rozsądek. Liczą się „jaja” ze stali i rock’n’roll! No i za to chyba najbardziej kochamy American Muscle...
Tyle, ze świat pędzi, a Ameryka nadal stoi w motoryzacyjnym rozkroku przeciągając linę między nowoczesnością a amerykańską tradycją. Którą drogę wybierze?
Hey America, which way you go Baby? bałns bałns, szikirap szikirap...
A tu inspiracji ciąg dalszy:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz