poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Arrinera - Noble z motoryzacji?

Polska motoryzacja jest niczym polskie metro - jedna nitka, miliony pasażerów, a do tego zaczyna się w lesie i kończy gdzieś w szczerym polu. Historia polskiej motoryzacji w oczywisty sposób koreluje z historią naszych dróg - pasmo niekończących się kolein (żeby nie powiedzieć kanałów), lewych zakrętów, (żeby nie powiedzieć przekrętów) i dziur jak w dziurawskopomorskim.

Czy przemawia przeze mnie malkontent? Nie, kierowca:) Jakieś obiekcje? ok, no to proszę wybrać dowolny pojazd współczesnej niemieckiej marki i dowolny odcinek dowolnej Autobahn'y w Vaterlandzie. Porównamy:)

Zgoda, ostatnio coś u nas drgnęło. Nie chwalmy jednak dnia przed zachodem słońca, zwłaszcza, że Ci, co są tego słońca bliżej - no przynajmniej jego wschodu, ostatnio rzucili łopaty precz i polegli spaleni mazowieckim, tudzież łódzkim słońcem. Covec nie covec, kiedyś może jednak skończą. Warto byłoby się jednak trochę pospieszyć (i to wcale nie z powodu Euro '12), ale dlatego, że niebawem będziemy mieli pierwszy polski superszybki samochód! Żart? Skądże!.

Już jakiś czas temu, Arrinera Automotive ogłosiła, że zamierzają stworzyć polską superbrykę. Informacja bardzo dobra, ale ponieważ mam już za sobą parę wiosen w Naszym Pięknym Kraju, postanowiłem przyczaić się na facebooku i z dala obserwować te rewelacje. W myśl zasady "to co się dzieje naprawdę nie istnieje", postanowiłem, ze "poczekam, popatrzę, zrozumiem więcej i wtedy wreszcie sam też włączę się do akcji"...

Początkowo myślałem, że albo Arrinera pozostanie piękna mrzonką, albo to jakiś "krzak" stworzony w celach uprawiania "miłości" ze Skarbówką, ZUSem, lub inną lichwą. Później okazało się, że w przedsięwzięcie zaangażował się nie kto inny jak Lee Noble, czyli uznany, i znany angielski konstruktor samochodowy i przedsiębiorca. Trochę mnie to zbiło z tropu. Kiedy pokazali pierwszy prototypowy egzemplarz na evencie dla BCC, to się ucieszyłem. Wprawdzie informacja przeszła w mediach bez odpowiedniego echa, ale to pewnie przez ten wrodzony sceptycyzm i dwie wspaniałe polskie siły polityczne wielce miłujące pokój, które nie schodziły z czołówek gazet.

Przed tygodniem, do sieci dostał się youtubowy filmik, na którym pokazano wreszcie Arrinerę w ruchu. Ba, ten ruch był całkiem płynny, co poniekąd mogło wynikać z faktu, że nagrywano Arrinerę na gładkim i nowym, otworzonym przed kilkoma miesiącami, podwarszawskim odcinku S8. Normalnie bomba!

Cóż, zapowiada się, ze wreszcie będę musiał włączyć się do akcji. Arrinera jednak istnieje. Poczekajmy wprawdzie jeszcze na sprzedaż (ot tak, by być 100% pewnym:)), ale sam fakt pierwszej polskiej superbryki na gładkiej podwarszawskiej obwodnicy, jest przełomowy. Zauważyli to nawet zagraniczni motomaniacy. Niestety zauważyli też i to, ze Arrinera jest tak polska, jak polski jest Jack White z White Stripes... ma amerykański silnik, obcojęzyczną nazwę, anglojęzycznego konstruktora, włoski wygląd, a to, że z Polki zrodzony...

Ale od czegoś trzeba zacząć. Jeśli Arrinera będzie brzmieć jak The White Stripes - to nie będzie źle. Jack jest przecież very ok...zwłaszcza Daniels. Tylko trochę po przełknięciu taki lekki niesmak, że ten przód taki w Lambo...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz