wtorek, 16 sierpnia 2011

Guts Glory RAM

Było ostatnio o amerykańskich trendach i o Muscle Cars...
no i jakby na potwierdzenie tego o czym pisałem niedawno, pojawiła się oto nowa kampania Dodge RAM - "Guts & Glory". Klimat nowej reklamy - odpowiada charakterowi reklam Dodge'a Durango. To dobrze, bo przynajmniej wizerunek Marki jako całości jest spójny. Nie ma w nim odwołania do hi-techu, do wielkomiejskości, a tym bardziej miękkich miejskich atrybutów męskości. Jest za to prosty emocjonalny przekaz: RAM jaki jest - każdy widzi - potężny, muskularny, większy, silniejszy, może więcej, jedzie dalej... i ...oczywiście ma Hemi V8 5,7l ... A to odwołanie do dzikości natury i te konie... muszę przyznać, że ta sceneria z reklamy przywodzi na myśl stare dobre westerny - ot takie cowboysko-indiańskie, "skaliste" korzenie. I to naprawdę piękna rzecz. Nieracjonalne, ale krew w żyłach gotuje wrrrrrry!
Guts, Glory, RAM.

Take IT:



DuranGO!

Na początek odrobinę inspiracji...:)

To co się dzieje w technice i motoryzacji, to juz nawet nie jest rewolucja, to początek buntu maszyn. W czasie kiedy włączasz wodę na herbatę i oddajesz sie prozaicznym dwóm minutom niebytu, starając się ignorować istnienie cukierniczki (taa, cukier krzepi...) , gdzieś ktoś zwiększa prędkość Twojego kolejnego laptopa o kilkaset Hertzów, dodaje do Androida aplikację "pranie: kolor", a google permanentnie rozszerza Twoją świadomość o kolejne tera, digitalizując jednocześnie całe Twoje jestestwo.

W branży zabawek kołowych turbiny wirują z równie zawrotną prędkością. Merc widzi przy pomocy radarów nawet komary nocą we mgle; nowe A6 ma router Wi-Fi i automatycznie twittuje na facebooku, a Bayerische Motoren Werke pokazało i8 i ...dokonało tym samym teleportacji do czasoprzestrzeni Piątego Elementu. Przypuszczalnie, bawarscy inżynierowie walą tam teraz Sake z Samurajami Kwitnącej Wiśni, którzy są tam już od dawna dzięki LFA, GTR i Clarity. Swoją drogą jakoś mnie nie dziwi, ze największe premiery moto pokazuje się albo w Tokio albo we Frankfurcie, a nie Chicago, czy Detroit...

a właśnie, apropos Detroit czyli zagłębia amerykańskiej motoryzacji, vel: "Motown"...

Kojarzycie tę kampanię Chryslera z Eminemem "Imported from Detroit"? Pomijając zajebistość przesłaniową i stojący za nią "sneaky PR", to kampania niestety wywołuje u mnie ambiwalentne uczucia i dziwne refleksje. Z jednej strony mamy bowiem w głowie ciągle potęgę Stanów Zjednoczonych i mit światowego Szeryfa oraz Demokracji, a z drugiej strony, konie szeryfa juz nie takie rącze i by je sprzedać nawet lokalnym farmerom trzeba się odwoływać do pobudek patriotycznych.

link do spotu:

I tu mamy cały ambaras - jakim cudem, największa (przynajmniej oficjalnie) gospodarka świata nie potrafi wytworzyć produktu motoryzacyjnego na poziomie konkurencyjnym do... w zasadzie całej reszty świata (w miarę) cywilizowanego? Zaraz, no przecież ich chyba stać - byli na Księżycu, w Wietnamie i Iraku, maja Appla i Massachusetts Institute of Technology, a nadal produkują Dodge Hemi 5.7 o mocy 300 hp? Jak to?! Ktoś zaspał? Nie opłaca się? Barack, come on!

Cóż, automatycznie, jako wytłumaczenie nasuwa sie specyfika konsumenta i pauperyzacja kultury wyższej, skutkująca prostotą nawyków kolonizatorskich i macdonaldyzmem - czyli wielki muł, z wygodnym siodłem i hop siup do Salooonu. Big Fat mama kupuje coke&chips i upycha je do van, a nie do prestiżowego audi, bo raz że ją na audi nie stać, a dwa, co ważniejsze - w audi je sie penne, a nie double whooper. No, ale przecież w USA trochę kadry managerskiej też jest (Jackowo?;)

Tak czy siak, amerykańska motoryzacja po latach prosperity zaczyna się outować coraz bardziej. Wprawdzie zaserwowali remake starych dobrych American Muscle, ale szybko się okazało, ze to jedynie odgrzewane steki z nutką melancholii i sentymentu. Fakt, Camaro wygląda zawadiacko, Charger ma ryk i pojemność, ale jak przychodzi co do czego, to i tak kilkuletnie Audi, sprowadzane z kraju "Bitte ein Bit", nie ma na katowickiej większego problemu z amerykańskim „soldier”. O wykonaniu i ekonomii nawet nie wspominając...

Czyżby "le Bic Mac" zaMULił Motown?

Ok, bądźmy obiektywni - coś tam jednak próbują. Jest Chevy Volt (z idiotyczną wręcz kampanią reklamową), jest Tesla i jest tez Corvette ZR1, która swoją prostotą koncepcyjną jest niebezpiecznie szybka - ale to nie jest hi-tech - to po prostu prawy sierpowy zadany przez 140 kilogramowego wrestlera. Taki cios może powalić krowę, ale niestety na torze mimo mniejszej mocy GTR jest szybszy.

Wśród limuzyn, jakąkolwiek rywalizację z cywilizacją nawiązuje Cadillac CTS i Ford, który wprowadzając w zeszłym roku silnik Eco-boost 3.5 V6 dojechał do światowych standardów. I juz oszczędźmy sobie złośliwości, ze Japończycy skonstruowali to samo 6 lat temu... Ford Explorer z Eco-boostem jest niezły i kropka.

Mentalny dysonans jednak istnieje - Ford fordem, a zamiłowanie Amerykanów do rozjuszonych bawołów nadal jest silne. Nadal liczy się przede wszystkim show. W kabinie możesz mieć tandetny, ciosany do kantu plastik, ale bawół musi wierzgać rogami i wzniecać kopytami kurz. Twój SUV spalił mniej? Nieważne, spójrz na moje "towing capacity", na mój burnout! ...a na paliwo weźmie się kredyt:) Świat światem, cybertechnika cybertechniką, ale amerykańska bryka nie musi być jak niemiecka - OPTIMAL - musi być WRAAAHH! Musi huczeć i być COMFY & BLING-BLING. No więc niby maja gadżety, niby mają moc, ale z wyrafinowaniem i doskonałością to ma tyle wspólnego co "royal de lux" z czymkolwiek co jest royal:) To tak jak z polskim weselem - zaczyna się od waltza, a kończy i tak na gigant kacu. Cóż, "Yo-faktor" jest po prostu ważniejszy. Ta cowboyska żywiołowość, spontaniczność i swojska skłonność do rubaszności ma głęboko gdzieś jakąkolwiek technikę, skuteczność i rozsądek. Liczą się „jaja” ze stali i rock’n’roll! No i za to chyba najbardziej kochamy American Muscle...

Tyle, ze świat pędzi, a Ameryka nadal stoi w motoryzacyjnym rozkroku przeciągając linę między nowoczesnością a amerykańską tradycją. Którą drogę wybierze?

Hey America, which way you go Baby? bałns bałns, szikirap szikirap...

A tu inspiracji ciąg dalszy:

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Arrinera - Noble z motoryzacji?

Polska motoryzacja jest niczym polskie metro - jedna nitka, miliony pasażerów, a do tego zaczyna się w lesie i kończy gdzieś w szczerym polu. Historia polskiej motoryzacji w oczywisty sposób koreluje z historią naszych dróg - pasmo niekończących się kolein (żeby nie powiedzieć kanałów), lewych zakrętów, (żeby nie powiedzieć przekrętów) i dziur jak w dziurawskopomorskim.

Czy przemawia przeze mnie malkontent? Nie, kierowca:) Jakieś obiekcje? ok, no to proszę wybrać dowolny pojazd współczesnej niemieckiej marki i dowolny odcinek dowolnej Autobahn'y w Vaterlandzie. Porównamy:)

Zgoda, ostatnio coś u nas drgnęło. Nie chwalmy jednak dnia przed zachodem słońca, zwłaszcza, że Ci, co są tego słońca bliżej - no przynajmniej jego wschodu, ostatnio rzucili łopaty precz i polegli spaleni mazowieckim, tudzież łódzkim słońcem. Covec nie covec, kiedyś może jednak skończą. Warto byłoby się jednak trochę pospieszyć (i to wcale nie z powodu Euro '12), ale dlatego, że niebawem będziemy mieli pierwszy polski superszybki samochód! Żart? Skądże!.

Już jakiś czas temu, Arrinera Automotive ogłosiła, że zamierzają stworzyć polską superbrykę. Informacja bardzo dobra, ale ponieważ mam już za sobą parę wiosen w Naszym Pięknym Kraju, postanowiłem przyczaić się na facebooku i z dala obserwować te rewelacje. W myśl zasady "to co się dzieje naprawdę nie istnieje", postanowiłem, ze "poczekam, popatrzę, zrozumiem więcej i wtedy wreszcie sam też włączę się do akcji"...

Początkowo myślałem, że albo Arrinera pozostanie piękna mrzonką, albo to jakiś "krzak" stworzony w celach uprawiania "miłości" ze Skarbówką, ZUSem, lub inną lichwą. Później okazało się, że w przedsięwzięcie zaangażował się nie kto inny jak Lee Noble, czyli uznany, i znany angielski konstruktor samochodowy i przedsiębiorca. Trochę mnie to zbiło z tropu. Kiedy pokazali pierwszy prototypowy egzemplarz na evencie dla BCC, to się ucieszyłem. Wprawdzie informacja przeszła w mediach bez odpowiedniego echa, ale to pewnie przez ten wrodzony sceptycyzm i dwie wspaniałe polskie siły polityczne wielce miłujące pokój, które nie schodziły z czołówek gazet.

Przed tygodniem, do sieci dostał się youtubowy filmik, na którym pokazano wreszcie Arrinerę w ruchu. Ba, ten ruch był całkiem płynny, co poniekąd mogło wynikać z faktu, że nagrywano Arrinerę na gładkim i nowym, otworzonym przed kilkoma miesiącami, podwarszawskim odcinku S8. Normalnie bomba!

Cóż, zapowiada się, ze wreszcie będę musiał włączyć się do akcji. Arrinera jednak istnieje. Poczekajmy wprawdzie jeszcze na sprzedaż (ot tak, by być 100% pewnym:)), ale sam fakt pierwszej polskiej superbryki na gładkiej podwarszawskiej obwodnicy, jest przełomowy. Zauważyli to nawet zagraniczni motomaniacy. Niestety zauważyli też i to, ze Arrinera jest tak polska, jak polski jest Jack White z White Stripes... ma amerykański silnik, obcojęzyczną nazwę, anglojęzycznego konstruktora, włoski wygląd, a to, że z Polki zrodzony...

Ale od czegoś trzeba zacząć. Jeśli Arrinera będzie brzmieć jak The White Stripes - to nie będzie źle. Jack jest przecież very ok...zwłaszcza Daniels. Tylko trochę po przełknięciu taki lekki niesmak, że ten przód taki w Lambo...


piątek, 5 sierpnia 2011

FruGO!

...wizerunek to podstawa smaku. Po paru latach przerwy (przeoczenia? ee wątpię) powróciła alternatywa dla Coli - Frugo. Różowy jest zajebisty. Zimny ze szkła - tego Coli brakuje. Świetny do nawadniania po popołudniowym rowerze. No i ten pstrykający kapsel:) Towar prosty, podany ochoczo, acz w nie przekombinowany sposób - bez reklamy, bez ambasadorów marki, znika z lodówki w moim osiedlowym spozywczaku szybciej niz Ciechan. Mniam.

Intro


Czołem

lakonicznie, dynamicznie, bez ubarwień, dla wprawy i for fun, o du... pośladkach Maryni i wszystkim co się telepie pod kapeluszem. bez dywersji i bez spiny. zapraszam

welcome aboard.